Drogowe życie naszych pociech

Zadajmy sobie pytanie, jak bardzo kochamy nasze dzieci? Swoje pociechy, skarby, oczka w głowie. Zawsze mówimy, że najbardziej na świecie kochamy nasze dzieci, że poświęcilibyśmy dla nich swoje życie. Czyżbym zadał więc pytanie retoryczne? Z mojego punktu widzenia (funkcjonariusza policji) nie i jeszcze raz nie. To co widziałem przez te wszystkie lata pracy na drodze, doprowadzało mnie do wściekłości, do szału, aż po załamanie nerwowe. Przyjrzyjmy się więc życiu naszych dzieci od początku funkcjonowania ich jako uczestników ruchu drogowego.

Pewnego razu udałem się na miejsce wypadku drogowego, niewielkie boczne zderzenie, małe uszkodzenia pojazdów, wąska droga uniemożliwiająca jechanie z nadmierną prędkością. Kierowcy oczekiwali na mnie na miejscu. Zacząłem się zastanawiać, kto mógł ucierpieć w tak niewinnie wyglądającym wypadku. Okazało się, że do nowego super bezpiecznego samochodu rodzice kupili super bezpieczny fotelik, tylko zapomnieli go przypiąć do siedzenia. Po zdarzeniu fotelik wraz z dzieckiem wypadł przez szybę na jezdnię. Niemowlę z poważnym urazem twarzo–czaszki trafiło do szpitala. Wiem, wiem. Przypadek, roztargnienie, stało się. Ale ja tego nie zrozumiem. Ta mała istotka sama o siebie nie zadba a my jako rodzice pamiętajmy, nie mamy żadnego marginesu błędu! Przyjrzyjmy się innym roztargnionym rodzicom. Przyjeżdżam do wypadku. Na miejscu widzę zapłakanych rodziców nad ciałem swojego dziecka. Wypadek zaistniał na małej uliczce przy niewielkiej prędkości, tylko że myślenie i rozsądek ktoś dorosłym wyłączył. Matka przewoziła dziecko na przednim siedzeniu na kolanach. Po zderzeniu z innym pojazdem wystrzeliły poduszki powietrzne. Ciało dziecka znajdowało się zbyt blisko wystrzelonej z ogromną siłą poduszki skutkiem czego maluch miał złamany kręgosłup i obrażenia wewnętrzne = śmierć na miejscu.

Nasze pociechy dorastają i idą do szkoły. Niewiele się tam dowiedzą o zagrożeniach czyhających na drodze. Liczą na nas, ale dorośli sami niewiele wiedzą. To czego mogą nauczyć? Trudno powiedzieć gdzie na nasze dzieci czekają większe zagrożenia: w mieście czy na wsi? Myślę, że choć zagrożenia są różne, to w równym stopniu bardzo niebezpieczne. W mieście dzieci najczęściej bawiąc się potrafią wbiec lub wjechać na rowerze bezpośrednio z chodnika pod nadjeżdżający samochód. Jak można mieć pretensje do dzieci,jeśli sami rodzice nie wiedzą, że przez przejście dla pieszych nie wolno przejeżdżać na rowerze, mimo zielonego światła. Trzeba zejść z roweru i przejść. Można przejechać tylko wtedy, gdy przez jezdnie jest wyznaczona ścieżka rowerowa. Mimo naszych upomnień w wakacje prawie codziennie dochodzi w każdym mieście do kilkunastu wypadków z naszymi dziećmi. Za miastem dzieci potrafią bawić się przy bardzo ruchliwych drogach lub spacerować wzdłuż nich, nie wiedząc często po której stronie iść zgodnie z przepisami. Często nie posiadają również żadnych odblasków na tornistrach lub na ubraniach.

Nadchodzi Komunia Święta no i się zaczyna ,,zastaw się a postaw się”, skuter czy quad. Dzieci nie umieją jeździć na rowerze, a my wsadzamy je w pojazdy mechaniczne, często z mocnym silnikiem. Z roku na rok przybywa wypadków związanych z prezentami komunijnymi. Pomyślmy przed zrobieniem takiego zakupu o jego konsekwencjach. Nikt naszych dzieci w sposób należycie uporządkowany i profesjonalny nie przygotowuje do tego, żeby byli dobrymi uczestnikami ruchu drogowego w zależności od wieku. I tak nasze zacofanie komunikacyjne pogłębia się z pokolenia na pokolenie i nie umiemy się ustrzec od czyhających na nas zagrożeń takich jak opisane między innymi we wstępie. Nasza pociecha dobiega lat osiemnastu i udaje się na kurs prawa jazdy. Szybki kurs prawa jazdy plus zaniedbania w szkole doprowadzają później do tragicznych statystyk, gdzie młodzi ludzie powodują wypadki najtragiczniejsze. Jeżeli uda im się jednak przejść ten trudny okres młodości, nasze dzieci same mają dzieci i cykl życia na polskich drogach zaczyna się od nowa w coraz większej niewiedzy i patologii drogowej, bo dostępność do pojazdów jest coraz prostsza. Tylko szybkie wprowadzenie obowiązkowego wychowania komunikacyjnego zbliży nas do wysoko rozwiniętych motoryzacyjnie państw zachodnich. 

Piotr Szymański