Oczami studenta z Perth w Szkocji- jak się chodzi po ulicach UK

stop słuchaj patrz żyj

Pieszy

Jestem Filip, mam 19 lat i od pięciu lat mieszkam w Szkocji, gdzie studiuję. Mieszkałem w wielu miejscach, w miastach mniejszych i większych , a także na wsi. Nie prowadzę samochodu, więc postrzegam ruch drogowy z perspektywy pieszego, pasażera oraz użytkownika komunikacji miejskiej.

Pieszy w Wielkiej Brytanii to specyficzny członek ruchu drogowego. Ludzie przechodząc przez jezdnię ledwo zaszczycą wzrokiem każdą ze stron i idą swobodnym krokiem przez sam środek dwupasmowej drogi. Mimo obfitości przejść dla pieszych normalnym jest, że przechodzi się na drugą stronę 10 m od tegoż przejścia. W małym mieście, jakim jest Perth, na palcach jednej ręki można policzyć przejścia dla pieszych, na których nie ma sygnalizacji świetlnej ,,na życzenie’’, czyli takiej, na której są przyciski, których używamy, gdy chcemy przejść przez jezdnię.

Takie przechodzenie przez jezdnię z punktu widzenia polskiego pieszego wydaje się złe. Zarówno jako coś, za co można dostać mandat, jak i coś, co jest najnormalniej w świecie niebezpieczne. W UK jednak wygląda to zgoła inaczej. Ani punkt pierwszy, ani drugi zazwyczaj nie jest prawdziwy. W kodeksie drogowym Wielkiej Brytanii nie ma kary przewidzianej za przechodzenie w miejscu niedozwolonym. Kodeks drogowy w UK zakłada bowiem, że piesi będą zachowywać się rozważnie przechodząc przez jezdnię stosując się do ogólnie przyjętych zasad i norm. Jeżeli pieszy zostanie potrącony nie będąc na przejściu dla pieszych kodeks zakłada, że winę ponosi pieszy za zaniedbanie środków ostrożności. Zasady którymi powinien kierować się pieszy w Wielkiej Brytanii są dosyć proste. Jedyne czego wymaga od pieszych ustawodawca, to wybranie odpowiedniego miejsca, w którym widzą odcinek drogi i mogą określić, czy nic nie jedzie w ich kierunku, oraz rozglądanie się i nasłuchiwanie ewentualnych nadjeżdżających pojazdów. Nie oznacza to jednak, że pieszy może przechodzić, gdzie chce. Obowiązuje zakaz przechodzenia przez jezdnię na autostradach oraz na wszystkich odcinkach, na których są barierki, które nie są rzadkością, zwłaszcza blisko centrum oraz wokół rond.

Oczywiście przejścia ze światłami ,,na życzenie’’ nie mogą być wszędzie, bowiem utrudniałyby ruch. Z tego właśnie powodu w miejscach często uczęszczanych zarówno przez pieszych, jak i samochody, często można spotkać przejścia podziemne, rzadziej, ale nadal dość często widuje się też kładki. Rozwiązanie to pozwala na sprawne i bezpieczne poruszenie się tak pieszych, jak i samochodów. Kolejnym technicznym aspektem przejść, który warto zauważyć, jest ich długość. W Polsce przejścia dla pieszych są czasem monstrualnie długie, ciągną się przez całą szerokość skrzyżowań. W UK byłoby to nie do pomyślenia. Przejścia są krótkie, a wysepki to norma. Przeciętna osoba może pokonać przejście w trzech susach, więc gdyby pieszy był zagrożony, może błyskawicznie znaleźć się na drugiej stronie, zwłaszcza, gdy jest już w połowie przejścia. Inną charakterystyczną cechą przejść dla pieszych w UK jest to, że rzadko widuje się tam pasy. Zazwyczaj odcinek przy światłach, który przeznaczony jest do przechodzenia, wydzielony jest metalowymi bądź namalowanymi kwadracikami. Przed znaczącą większością przejść znajdują się również specjalne płyty z wypustkami. Kiedyś myślałem, że są one antypoślizgowe, by ludzie nie poślizgnęli się w złych warunkach pogodowych bezpośrednio na jezdnię, może pełnią też i tę funkcję, jednak są one montowane z myślą o ludziach niewidomych i niedowidzących, żeby czuli, kiedy doszli do przejścia.

Mówiąc o przechodzeniu przez jezdnię w UK nie można zapomnieć o tak zwanej Pani z lizakiem. Pani ta, czasami również Pan, w określonych porach, głównie między 8 a 9, oraz 15:30 a 16:00 stoją przy najczęściej uczęszczanych przejściach, czasem nawet na światłach. Ich zadaniem jest pomóc dzieciom bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy w drodze do szkoły poprzez stanie na środku drogi z wielkim znakiem stop. Ludzie ci są zazwyczaj najmowani przez gminę, jednak przypisani są do konkretnych szkół, zarówno podstawowych, jak i średnich.

Nie bez znaczenia jest też kultura jazdy, bo to jak można jeździć w danym kraju, jak powinno się jeździć i jak się jeździ, to oczywiście trzy zupełnie oddzielne zagadnienia. W Wielkiej Brytanii limity prędkości w terenie zabudowanym są porównywalne do polskich (48 km/h w terenie zabudowanym i  112 na autostradzie), co nie zmienia faktu, że ludzie zazwyczaj i tak jeżdżą wolniej niż górna granica przewidzianego limitu. Tak więc prędkość pojazdów w mieście rzadko przekracza 30 km/h, nawet gdy droga jest pusta. A więc swobodnie można powiedzieć, że Brytyjczycy prowadzą raczej ostrożnie i nie spieszą się. Ani do pracy, ani do trumny. Normą jest też, że samochody puszczają pieszych, jednak głównie na przejściach (np. gdy jest już zielone światło dla samochodów, ale nie zdążyły jeszcze ruszyć), ale też w często używanych nieoznakowanych miejscach.

Osobiście nigdy nie bałem się przechodzić przez jezdnie w Wielkiej Brytanii. Nie boją się tego również Brytyjczycy. Chciałbym kiedyś móc przejść w Polsce na zielonym świetle bez oglądania się dwa razy na samochody, tak jak nie robię tego w UK.